Nie po zimie, po naszych psach

Do astronomicznej i kalendarzowej wiosny zostało jeszcze trochę czasu, ale ze względu na wyraźne ocieplenie w sklepach budowlano-ogrodniczych widać już naprawdę spory ruch. Wiele osób chce jak najszybciej zacząć realizować plany, które dojrzewały przez całą zimę, albo po prostu zabrać się za pilne remonty i porządki.

My jednak dziś nie o tym. Chcemy poruszyć sprawę znacznie prostszą, a jednocześnie bardzo uciążliwą dla mieszkańców — załatwiania potrzeb przez psy w nieodpowiednich miejscach, a właściwie niesprzątania po nich przez właścicieli.

Dzisiaj w kilku miejscach Karbia mieliśmy okazję porozmawiać z mieszkańcami spacerującymi ze swoimi pupilami. Wielu z nich narzekało na sąsiadów. Schemat wypowiedzi był bardzo podobny: „to inni nie sprzątają po swoich psach”. Problem w tym, że później, o innej porze, w tych samych miejscach widzieliśmy, jak niektóre z tych osób same ignorowały sytuacje, gdy ich własny pies załatwiał się pod blokiem albo na trawniku. I w ten sposób powstaje błędne koło — każdy ma pretensje do każdego, ale od siebie wymaga najmniej.

%nazwa %tytuł

Takie plamy nie tylko szpecą otoczenie, ale też pokazują skalę problemu.

Aby trawnik w tym miejscu mógł się odrodzić, trzeba będzie go dokładnie wygrabić, spulchnić ziemię, dosiać nową trawę, a przede wszystkim ograniczyć problem psów załatwiających się tu każdego dnia.

Szanowni mieszkańcy Karbia, drodzy Czytelnicy i Przyjaciele — zdjęcia, które za zgodą publikujemy, dotyczą okolic ul. Braci Śniadeckich oraz dwóch tamtejszych wspólnot mieszkaniowych.

Nasz rozmówca zwrócił uwagę na kilka istotnych aspektów tej sprawy. Postaramy się opisać je nieco żartobliwie, ale sam problem jest jak najbardziej poważny.

Pierwszy scenariusz wygląda tak: ktoś spaceruje z pieskiem wokół osiedla. Szczególnie często — jak zauważają mieszkańcy — dotyczy to dzieci i młodzieży. Wzrok skierowany jest głównie na smartfon, czasem przed siebie, ale również nerwowo w dół. Gdy pies zaczyna się załatwiać, pojawia się chwilowy stres i szybkie rozglądanie się po oknach. Jeśli akurat nikogo nie widać, właściciel spokojnie pozwala zwierzęciu dokończyć „robotę” i odchodzi. A przecież warto pamiętać, że wielu mieszkańców obserwuje to wszystko zza firanek.

Druga grupa to osoby, które gdy pojawia się ryzyko, że ktoś je zauważy, nagle wyciągają woreczki i sprzątają po swoim pupilu. To oczywiście lepsze niż nic — można powiedzieć: połowa sukcesu. Problem w tym, że taki pies często chwilę wcześniej biegał bez smyczy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia moczu, który również niszczy trawniki i zieleń, czego efekty pokazujemy na zdjęciach.

Jest też trzecia grupa — nazwijmy ją żartobliwie „oficjalnie idealnymi”. To osoby, które publicznie narzekają na innych i chętnie deklarują, jak bardzo dbają o porządek. Tymczasem wcześnie rano, gdy właściciel najchętniej jeszcze by pospał, a pies — co całkowicie normalne — musi wyjść, liczy się na to, że większość sąsiadów jeszcze śpi. Wtedy sprawa bywa całkowicie ignorowana: pies zostaje puszczony luzem albo nikt nie sprząta po nim, pozwalając mu załatwiać się jak najbliżej wejścia do klatki. Podobnie wygląda to późnym wieczorem, przy ostatnim wyjściu.

Co na to Polskie prawo?

W tej sprawie przepisy są dość proste i wbrew pozorom nie chodzi tylko o „dobry zwyczaj”, ale także o konkretne obowiązki właściciela psa. Po pierwsze, ustawa o ochronie zwierząt zabrania puszczania psa bez możliwości kontroli oraz bez oznakowania pozwalającego ustalić właściciela lub opiekuna (czipowanie). Wyjątek dotyczy terenu prywatnego, jeśli jest on ogrodzony w taki sposób, że pies nie może sam wydostać się na zewnątrz.

Mówiąc po ludzku: pies nie może biegać sobie „samopas”, jeśli opiekun nie ma nad nim realnej kontroli. To oznacza, że właściciel powinien panować nad zwierzęciem i nie dopuszczać do sytuacji, w których pies może komuś zagrozić, zniszczyć zieleń albo zanieczyścić wspólną przestrzeń. Potwierdza to także Kodeks wykroczeń. Zgodnie z art. 77, kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 zł albo karze nagany.

Jest też drugi ważny przepis. Art. 145 Kodeksu wykroczeń mówi wprost, że kto zanieczyszcza lub zaśmieca miejsca dostępne dla publiczności — w szczególności drogę, ulicę, plac, ogród, trawnik czy zieleniec — podlega karze grzywny nie niższej niż 500 zł. W praktyce oznacza to, że pozostawienie po psie odchodów w miejscu publicznym nie jest tylko przejawem braku kultury, ale może być również wykroczeniem.

Warto dodać, że ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zobowiązuje rady gmin do uchwalania regulaminów określających szczegółowe zasady utrzymania czystości i porządku, w tym obowiązki osób utrzymujących zwierzęta domowe. Innymi słowy: przepisy ogólne są ogólnopolskie, ale miasto może doprecyzować lokalne zasady.

W Bytomiu taki lokalny obowiązek również został zapisany. Z regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta wynika m.in., że właściciele psów i innych zwierząt domowych mają obowiązek sprawować nad nimi właściwą opiekę, na terenach użytku publicznego wyprowadzać psy na smyczy i z kagańcem, a także usuwać spowodowane przez nie zanieczyszczenia z terenów i pomieszczeń przeznaczonych do użytku publicznego. Regulamin wskazuje też, że odchody zwierzęce z terenów publicznych należy wrzucać w szczelnym opakowaniu do koszy ulicznych*.
Najprościej więc podsumować to tak: właściciel psa powinien mieć nad nim kontrolę, nie może pozwalać mu biegać bez nadzoru, a po załatwieniu potrzeb fizjologicznych ma obowiązek posprzątać. To nie jest kwestia „czy wypada”, ale zwykłej odpowiedzialności wobec sąsiadów i wspólnej przestrzeni.

Źródła przepisów prawa:
– ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, tekst jednolity: Dz.U. z 2023 r. poz. 1580, z późn. zm.
– ustawa z dnia 20 maja 1971 r. – Kodeks wykroczeń, tekst jednolity ogłoszony w Dz.U. z 2022 r. poz. 2151; przepisy później nowelizowane
– uchwała nr XXI/279/19 Rady Miejskiej w Bytomiu z dnia 25 listopada 2019 r. w sprawie regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Bytomia, Dz. Urz. Woj. Śl. z 2019 r. poz. 8048.

*Chcemy też zwrócić uwagę na pewną nieścisłość praktyczną. Bytomskie przepisy mówią, że odchody zwierzęce z terenów publicznych należy wrzucać w szczelnym opakowaniu do koszy ulicznych. Tyle że w naszej dzielnicy takich koszy zwyczajnie brakuje. To jednak nie może być wymówką do pozostawiania nieczystości pod blokami, na trawnikach czy przy wejściach do klatek. Skoro infrastruktura nie nadąża, tym bardziej potrzeba zwykłej odpowiedzialności właścicieli.

Może to również temat dla miasta: skoro egzekwuje się porządek, warto zadbać także o odpowiednią liczbę koszy w terenie. Do tego czasu pozostaje po prostu sprzątać po swoich pupilach i wyrzucać woreczki tam, gdzie jest to faktycznie możliwe.

Na koniec chcemy już tylko poprosić o jedno. Z oczywistych względów nikt nie zamierza zgłaszać sąsiadów do Straży Miejskiej. Mieszkańcy nie chcą żyć ze sobą w niepotrzebnych konfliktach — i to jest zrozumiałe. Sporadyczne sytuacje, pojedyncze błędy czy zwykłe ludzkie przeoczenia są w społeczeństwie akceptowalne i dobrze, że potrafimy do nich podchodzić ze zrozumieniem.

Ale tych, których w tym artykule opisaliśmy jako „trzecią grupę”, prosimy o jedno: o zmianę nawyków. Bo to nie są już pojedyncze przypadki, lecz zachowania, które trzeba nazwać po imieniu — nagannymi i karygodnymi. Trudno mówić o szacunku do sąsiadów i wspólnej przestrzeni, jeśli regularnie pozwala się psu (lub psom), biegać wolno i załatwiać gdzie tylko popadnie.

Naprawdę niewiele trzeba, by wokół naszych bloków było czyściej, przyjemniej i bardziej po sąsiedzku. Wystarczy zacząć od siebie.

Udostępnij publikację:

[Wszystkich: 2 Przeciętnie: 4.5]