Po zgłoszeniu przez radnego opozycji Macieja Bartków, nieprawidłowości i opublikowaniu poruszających i okrutnych zdjęć z naszego schroniska, temat traktowania psów i kotów stał się głośny w całym kraju. W mediach i Internecie mówi się dziś o ich losie, opiece, odpowiedzialności właścicieli. Do schroniska (ze swoimi kamerzystami) zjechało się kilku celebrytów. To bardzo dobra droga – każda dyskusja o dobru zwierząt jest potrzebna i cenna.

Warto jednak spojrzeć szerzej. O zwierzętach mówimy najczęściej wtedy, gdy sprawa budzi emocje, w mediach pojawią się wstrząsające informacje czy obrazy. Rzadziej zastanawiamy się nad losem tysięcy zwierząt hodowlanych, które każdego dnia przewożone są do rzeźni – często przez wiele godzin, w ciasnych klatkach, w stresie i hałasie. Ten temat nie przebija się do codziennych rozmów tak jak pieski i kotki. A przecież cierpienie – niezależnie od tego, czy dotyczy psa, kota czy zwierzęcia hodowlanego – zawsze powinno skłaniać do refleksji.


Schronisko miechowickie
już w latach 2000 „zakopać martwe koty, zanim przyjedzie…”

Potwierdzamy informacje przekazane nam przez osobę, która przez kilka dni pracowała w miechowickim schronisku. Została zatrudniona jako kierowca, mający przewozić psy i koty na zlecenie.
Już pierwszego dnia uczestniczyła – prawdopodobnie na mocy decyzji sądu – w interwencji z udziałem i w asyście Straży Miejskiej.
Z mieszkania odebrano psa i przewieziono go do schroniska.
Dla rodziny była to trudna chwila. Płakały dzieci, reagował również pies. To jedna z tych sytuacji, w których emocje trzeba odsunąć na bok i wykonać swoje obowiązki.

Tego samego dnia pojawiło się zgłoszenie o młodym psie biegającym od kilku godzin w okolicach rynku. Zwierzę udało się odłowić – w rzeczywistości samo podeszło z chęcią zabawy. Był to młody amstaff. Trafił na smycz i do miejsca tymczasowego pobytu. Nowy pracownik został poproszony o umieszczenie go w kojcu i sprawdzenie reakcji innych psów. Był to dla niego test – zarówno umiejętności, jak i odporności psychicznej. Zadaniu podołał.

Kolejny dzień szkolenia rozpoczął się od polecenia pracy w „kociarni”. Nowy pracownik miał zapoznać się z porannymi obowiązkami – sprawdzić, czy koty mają wodę, uzupełnić karmę i skontrolować stan klatek.
To właśnie wtedy – jak relacjonuje – natknął się na sytuacje, które wzbudziły w nim poważny niepokój. W kilku klatkach leżały martwe koty – dwa lub trzy. Nie było widocznych śladów walki pomiędzy nimi (urazów). Usłyszał polecenie, by takie przypadki „szybko wywieźć do zakopania, zanim przyjedzie weterynarz”.

Tego rodzaju słowa – rzeczywiście padły, inny pracownik chyba na taczce wywiózł gdzieś zwłoki. Wydaje się, że w miejscach, gdzie przebywają zwierzęta, standardy powinny być przejrzyste, a każda śmierć odpowiednio udokumentowana i zweryfikowana.

Osoba, która przekazała nam te informacje, zrezygnowała z pracy z powodu swojej wrażliwości i wątpliwości co do niektórych sytuacji.

Moje doświadczenia

Moje (autor tekstu) doświadczenie sprzed ponad 24 lat. Wraz z rodziną adoptowałem wówczas z naszego schroniska szczeniaka – suczkę, która według przekazanych informacji miała być odrobaczona i zaszczepiona.
Niestety, już po krótkim czasie okazało się, że stan zdrowia psa budzi poważne wątpliwości. W odchodach zwierzęcia pojawiły się pasożyty, co wskazywało, że proces odrobaczenia mógł nie zostać przeprowadzony skutecznie lub wcale.
Sami prywatnie udaliśmy się do weterynarza na wszelkie niezbędne badania, określenie wieku i zabiegi.

%nazwa %tytuł
Zdjęcie ilustracyjne
%nazwa %tytuł
Zdjęcie ilustracyjne
%nazwa %tytuł
Zdjęcie ilustracyjne (Martwy kot)

Wracając do szerszego kontekstu – mówimy dziś dużo o psach i kotach, słusznie reagujemy na ich krzywdę. Rzadziej jednak zastanawiamy się nad losem zwierząt hodowlanych.

Podczas transportu do ubojni tysiące indyków, kur czy świń przewożonych jest w dużym zagęszczeniu, często przez wiele godzin. W przypadku drobiu klatki są niskie, przestrzeń ograniczona, a stres ogromny. Organizacje zajmujące się dobrostanem zwierząt od lat zwracają uwagę, że część z nich dociera na miejsce w złym stanie – wyczerpana, z urazami, a czasem martwa. Wystarczy zapytać pracowników takich ubojni. My rozmawialiśmy z jednym.

My, zwykli konsumenci na co dzień tego nie widzimy. Nie widzimy dosłownie, bo transport odbywa się w zamkniętych, osłoniętych naczepach. Nie widzimy też w przenośni, bo w sklepie widzimy już gotowy produkt. Łatwo oddzielić go od wcześniejszej drogi, jaką przeszło zwierzę.

Ten temat nie jest wygodny. Ale jeśli naprawdę chcemy rozmawiać o odpowiedzialności i wrażliwości wobec zwierząt, warto spojrzeć na cały obraz – nie tylko na ten, który najbardziej porusza medialnie.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku większych zwierząt – krów czy świń. Transport na długich dystansach oznacza dla nich wielogodzinne stanie w ograniczonej przestrzeni, często w zmiennych warunkach pogodowych. To żywe, czujące istoty, które odczuwają stres i zmęczenie tak samo jak inne zwierzęta. Organizacje monitorujące dobrostan zwierząt wskazują, że problemem bywa nie tylko długość przewozu, ale również zagęszczenie i sposób załadunku.

Nie widzimy tego na co dzień. Widzimy półkę sklepową, etykietę, cenę. Rzadziej zastanawiamy się nad drogą, którą przeszło zwierzę, zanim „produkt” trafił do sprzedaży.

Na youtube znajdziemy najczęściej filmy pokazujące reklamy urządzeń maszyn do godnego uśmiercania tych zwierząt. Wszystko jest pokazane w czystości. Pięknie ładnie. Fakt, że uśmiercenie przez prąd na mózg jest szybką śmiercią nie tłumaczy pięknych haseł „szanujmy zwierzęta”, „kochajmy zwierzęta” – to od czego zaczeliśmy publikację.

Drastyczne i przykre zdjęcia śmierci

W Polsce dopuszczalny jest również ubój rytualny – prowadzony bez wcześniejszego ogłuszania zwierzęcia – w ramach przepisów dotyczących praktyk religijnych (halal i koszer). Temat ten od lat budzi emocje i jest przedmiotem publicznej debaty.

Rozważaliśmy dołączenie do tej publikacji zdjęć i materiałów wideo pokazujących, jak wygląda taki proces w praktyce. Ostatecznie jednak zdecydowaliśmy się z tego zrezygnować.
Naszą stronę czytają także dzieci i młodzież. Nie chcemy publikować drastycznych treści, które mogłyby negatywnie wpływać na ich wrażliwość i stan psychiczny. W ostatnich latach coraz częściej mówi się o wpływie brutalnych materiałów w internecie na młode osoby. Nie chcemy dokładać do tego kolejnej cegiełki.
Uważamy, że o trudnych sprawach można rozmawiać odpowiedzialnie – bez epatowania obrazami.

Podsumowując: Kochamy zwierzęta czy to tylko hasło?

Lubimy mówić, że kochamy zwierzęta. Wzruszają nas historie ze schronisk, reagujemy na krzywdę psa czy kota, udostępniamy apele w mediach społecznościowych. To ważne i potrzebne.

Ale prawdziwa wrażliwość nie powinna być wybiórcza. Jeśli mówimy o szacunku wobec zwierząt, warto spojrzeć szerzej – także na te, których nie widzimy na co dzień. Na te w schroniskach. Na te w transporcie. Na te w hodowlach.
Nie chodzi o potępianie kogokolwiek. Chodzi o świadomość. O uczciwą rozmowę. O to, by hasła „szanujmy zwierzęta” nie były tylko sloganem, lecz realną postawą.

Każdy z nas musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie: czy kochamy zwierzęta naprawdę, czy tylko wtedy, gdy jest to dla nas wygodne?

%nazwa %tytuł
Dziękuję za przeczytanie całej publikacji. Adoptujmy psy i koty odpowiedzialnie.

Udostępnij publikację:

[Wszystkich: 0 Przeciętnie: 0]